Desde el Pie

Alejandro Radawski – Entrevista para Polonia

Archivo -Entrevista en Polonia

Artistas internacionales

Alejandro Radawski

Dramaturgo y Director teatral. (1983) argentino-polaco.

01

Entrevista Exclusiva - Registro Histórico

Prześladowania polityczne odpowiadają czasom najostrzejszego faszyzmu, czasom Bernardy Alba, kiedy Franco kazał zabić Federica Garcíę Lorkę.

Alejandro Radawski

Fragmenty wywiadów

przeprowadzonych z Alejandro Radawskim przez dziennikarzy

Hectora Puyó, Laurę Gómez i Adrianę Santa Cruz.

Twoją obecną sytuację można by określić jako „argentyński dramaturg w Krakowie”. Jak to się stało, że się tam znalazłeś?

Trafniejszym określeniem wydaje mi się „argentyńsko-polski teatroman”, chociaż wielu Polaków denerwuje świadomość, że jesteśmy tacy sami i że mam w Polsce takie same prawa jak oni.

Po raz pierwszy przyjechałem do Krakowa w 2015 roku, po otrzymaniu od Międzynarodowego Funduszu Wyszehradzkiego stypendium dla polskich pisarzy. Wówczas zostałem na rok.

Nad jakimi projektami pracujesz w Europie i jakie rozpocząłeś w Argentynie?

Obecnie piszę swoją pierwszą powieść. To wielkie wyzwanie, któremu poświęcam większą część dnia. Poza tym tu, w Krakowie, na afiszu znalazł się „Dom Bernardy A”, moja wersja „Domu Bernardy Alba”. Pracuję też nad kilkoma projektami, m.in. mam w planach reżyserować w Warszawie i Rzymie, a w Argentynie na ten 2018 rok mam pięć sztuk teatralnych. Na przykład w październiku wystawię „Ferdydurke” na Międzynarodowym Festiwalu Gombrowiczowskim w Radomiu.

 

W tym samym czasie reżyserowałeś kilka sztuk przez Skype’a. Jak wyglądała dynamika pracy?

Rok 2017 był ważnym rokiem dla teatru. Mocno wierzę w tezę, że gdy pojawiają się problemy polityczne i społeczne, wtedy należy jak najwięcej tworzyć, wierzę, że hiperprodukcja jest formą protestu, bo wówczas sztuka i różnorodność są zagrożone. Dla mnie teatr jest miejscem do walki, wyrażania sprzeciwu. Dlatego podczas przygotowań „Domu Bernardy A” jednocześnie reżyserowałem przez Skype’a trzy sztuki w Buenos Aires. W 2017 roku popełniłem 10 sztuk teatralnych: 8 z nich jako reżyser/autor, a pozostałych 2 byłem jedynie autorem.

Dlaczego Bernarda Alba?

 Bez wahania wybrałem Bernardę Alba, przede wszystkim ze względu na to, co ta sztuka sobą reprezentuje na świecie, w danym momencie politycznym i społecznym. Aby opowiedzieć tę historię, przyjąłem punkt widzenia kobiety będącej ofiarą opresji ze strony systemu patriarchalnego. W tym przypadku jego przedstawicielką jest pani domu, Bernarda, która postępuje w sposób, jaki ego ją nauczono, a którego konsekwencje ponoszą wszystkie jej córki. Sztuka jest pretekstem, aby unaocznić zło, to moja forma protestu.

Czym dla ciebie jest praca w Narodowym Starym Teatrze?

To zaszczyt być reżyserem w naszym Teatrze Narodowym, w tym samym miejscu, w którym pracowali najwięksi reżyserzy naszego kraju, tacy jak Tadeusz Kantor, Jerzy Grotowski, Andrzej Wajda, Krystian Lupa, Jan Klata. To również przyjemność pracować z należącą do stałej obsady teatru, wielką aktorką o niesamowitej karierze – Ewą Kolasińską (Bernarda). Ewa to wspaniała aktorka, o chirurgicznej ekspresji. Jej ciało wibruje na scenie, a publiczność drży.

 

Które pięć postaci ze sztuki zostały w twojej wersji i dlaczego?

W mojej wersji „Domu Bernardy Alba” została Bernarda, trzy córki (Adela, Angustias i Martirio) oraz oczywiście Poncja, którą według mnie bardziej można utożsamiać z Jago z „Otella” niż z Poncją jako stereotypową służącą, jak postrzega ją większość ludzi.  

Mam tendencję do ingerowania w tekst, tak, aby skondensować poruszane kwestie. Uważam, że tekst jest jednym z elementów i w inscenizacji teatralnej ma tę samą wartość, co krzesło. Jako reżysera interesuje mnie umieszczanie wszystkich form przekazu na jednym poziomie oraz operowanie nimi w taki sposób, aby oddalić się od realizmu, od tworzenia spektaklu będącego kopią czytania scenicznego.

Czy inscenizacja ma elementy multimedialne? Jaką rolę odgrywają u ciebie kostiumy i scenografia?

 Multimedia to jeden ze środków, których używam, aby przełamać realizm. Są wśród nich monologi wypowiadane do publiczności, w których aktorki opowiadają swoje tajemnice i myśli. To tak, jakby każda z nich mogła przez chwilę być Ryszardem III i zwracać się do widowni. Są też nagrane sceny, które częściowo pochodzą z tekstu sztuki.

Nie potrafię myśleć o teatrze w sposób inny niż multidyscyplinarny, będący w zgodzie z teatrem wykorzystującym różne środki przekazu, który nigdy nie dookreśla znaczenia. Dla mnie reżyserzy teatralni są jak artyści plastycy, którzy korzystają z pracy innych artystów: muzyki, filmów, śpiewu, świateł, makijażu, tekstu, scenografii, gry aktorskiej. I zawsze wszyscy powinni być tak samo ważni.


Co cię łączy z polskim teatrem?

Nie mogę odżegnywać się od powiązań wynikających z narodowości. Nie wydaje mi się jednak, by istniała jedna cecha charakteryzująca poszczególne kraje, z pewnym teatrem się utożsamiam, a z innym nie. Utożsamiam się z takim, który ryzykuje, grozi, naraża się – by to osiągnąć, trzeba oddalić się od literatury.

Moje reżyserowanie zawsze polega na pracy z ciałem aktora, nie ze słowem, z teatrem emocji, a nie dyskursów. Dlatego zamysł jest taki, aby aktorki odgrywające role córek pokazywały opresję poprzez emocje, nie przez słowa, aby ich ciała nieustająco drżały w strachu przed matką, aby ich tłumiona seksualność była widoczna, ich niepokój był tak wielki, że niemal nie pozwala im wydusić z siebie słowa z powodu przerażenia, które czują, żyjąc w tym domu. To kobiety uciśnione, które walczą o swoją wolność.

Dlaczego pierwszy występ był „porażką” (jak sam to określiłeś)? O ile drugi występ był lepszy?

 Tylko drugi występ był dobry, trzy kolejne były coraz gorsze. Powiedziałem, że premiera okazała się porażką, ponieważ robić Lorkę bez emocji to całkowity absurd, to zamach na teatr, który zmienia sztukę w coś całkowicie naiwnego, zbliża ją do czytania scenicznego. Paradoksalnie w naszym polskim teatrze, w pewnych kręgach, jest zakorzeniony pewien silny, snobistyczny nurt, teatr idei, oczywiście idei snobistycznej, tendencja do robienia z siebie błaznów, a na scenie błazenady. Uważam, że na płaszczyźnie emocjonalnej może dojść do bezpośredniej i wyjątkowej wymiany. Nie chodzi o to, żeby płakać, to potrzeba przekazania pewnej energii, pewnych tonów, dzięki którym sytuacje dramatyczne znajdują potwierdzenie. W przeciwnym razie występ powoli zmierza w kierunku odległej, ironicznej krawędzi, gdzie nie ma potwierdzenia, przez brak prawdy i przekonania do tego, co się przedstawia, zaczyna się odczuwać, że jest to jakby fałszywe, jakby to było wstydliwe, jakby wstydem było smucić się w naszym kraju.

 

Jak wpływa na ciebie krytyka, którą otrzymujesz?

 

Krytyka kojarzy mi się z czymś brudnym, nasz tutejszy system jest zgniły i wszystko wiąże się z polityką. Wiem, że mamy tu biednych idiotów, którzy nazywają siebie dziennikarzami. Mówiąc biedni, mam na myśli również ich zdolność do wolności. Biedni, ponieważ są niewolnikami systemu i muszą pisać to, co im każą, aby zachować pracę. Biedni pod względem intelektu. Biedni w kwestii  działań artystycznych: brudnych i skorumpowanych, bezpośrednio powiązanych z ideologią i prawicowymi rządami, prześladowaniami politycznymi, faszyzmem, medialnym morderstwem tego, który myśli inaczej, który jest spoza ich kręgu, ich getta.  Ale to nic nowego, skorumpowani dziennikarze istnieją od zawsze, ponieważ media są zepsute, nigdzie na świecie nie ma niezależnych mediów, zawsze muszą odpowiadać interesom politycznym i ekonomicznym. Dlatego też nie działają na mnie w najmniejszym stopniu, tylko mi ich szkoda. Na szczęście w swojej pracy jestem wolny, nie pracuję, żeby ich usatysfakcjonować, nic im nie jestem winien, robię, co chcę, mówię, co czuję. Prześladowania polityczne odpowiadają czasom najostrzejszego faszyzmu, czasom Bernardy Alba, kiedy Franco kazał zabić Federica Garcíę Lorkę, tak więc nie odbieram tego jako coś personalnego. Myślę, że posłużyli się mną do zaostrzenia swojej nienawiści, swojego faszyzmu i to mnie bardzo bawi, ponieważ się obnażyli.

Ci biedni dziennikarze pisali o mnie źle, zanim zobaczyli moją sztukę, aby negatywnie nastawić ludzi. Próbowali mnie zdeprecjonować, chociaż mnie nie znają i nigdy nie próbowali się ze mną skontaktować. Ci faszystowscy tchórze byli zaproszeni na spektakl na 20 stycznia, na premierę, ale na własną rękę kupili bilety, żeby przyjść we wtorek 16 stycznia i dzięki temu móc napisać swoje pamflety 17 i 18.

Ja naprawdę nie odbieram tego personalnie. Gdybym wcześniej reżyserował w Starym, pod inną dyrekcją, nic podobnego nie miałoby miejsca. Świetnie rozumiem, na jakich zasadach działają media, zwłaszcza  te, które nazywają siebie niezależnymi lub lewicowymi, a w prawej dłoni chowają wielki młotek.

Cine
cmartin

Cine: Balada turca para gallinas de Alejandro G. Radawski

¿Quién dijo que rescatar personas de una red de trata no es posible?
Este largometraje intenta dilucidar el entramado del poder político como cómplice de este horrendo negocio. Claudia Rapetti, Luján Bournot, Gustavo Bomrad, Daniel Dominelli, Guillermina Providenti, Camila Torres
Tamara Saintotte, Agustín López Gabeiras, Lautaro Trincheri, Ayelén Guido, Agustina Espinoza, Roselis Becerra, Carlos David Alegre, Juan Sebastián Naranjo,
Cecilia Carabelli, Alejo Ramirez Borella, Luisina Hunkeler, Paola Neyra.

Leer Más >>
Entrevistas
cmartin

Alejandro Radawski – Entrevista para Polonia

El destacado dramaturgo y director argentino/polaco Alejandro Radawski es entrevistado para un importante medio de Polonia, siendo este además desde hace años destacado artista recibiendo becas de distintas partes del mundo, un presente y futuro promisorio y lleno de logros y sucesos culturales.

Leer Más >>

Deja un comentario

Tu dirección de correo electrónico no será publicada. Los campos obligatorios están marcados con *

Abrir chat